Wiecie, generalnie to ja jestem spokojny, jak mnich buddyjski w trakcie medytacji po wpierdoleniu słoiczka valium. Z drugiej zaś strony na kretynizm i społeczne kurewstwo spowodowane w moją stronę reaguję żwawo i energicznie.
i tak np. dzisiaj stoję sobie w kolejce w jadłodajni i starsza pani za mną z uwagą, że jej się nie podoba, jak stoję, bo zaraz mogę ją potrącić i najlepiej weź idż stąd. Zupełnie uzasadnione lęki, bo przecież na pierwszy rzut oka widać, że mam wrodzoną niezborność i nabytą też, padaczkę, Huntingtona i Parkinsona. Wszystkie w stopniu w chuj ciężkim. w momencie, kiedy nie mam ataku żadnego ze schorzeń ze szczęścia i tak nieskordynowanie rzucam się po kątach. I, jak powszechnie wiadomo mam oczy w dupie i na potylicy, więc widzę, że ktoś na mnie włazi i nie omieszkam się wtedy cofnąć, żeby pierdolnąć. Przecież samemu, kurwa, nie można uważąć, za chuj. Niby nic, ale takie przypieprzanie się dla samego się przypieprzania wyjątkowo irytujące jest i też nie wiadomo, jak zereagować, bo wdeptać slowem taką, to żaden fun, a jak zostawisz w spokoju, to się jeszcze bardziej rozpuści i  będzie trzebaw końcu  zajebać i zakopać na plaży.
Jutro jadę Polskim Busem do Wa-wy na koncert nierządnicy Madąki i jakies mam wrażenie, że w drodzę będę miał okazję być ofiarą kontaktów ze społeczeństwem, a że jadę z narzeczonym, który jest cholerykiem i się kłóci, to szanowne państwo istnieje ryzyko, że na trasie zostanie ślad po małej bombie wodorowej.