Wczoraj pobiłem swój rekord życiowy- wkurw na izbie przyjęć złapał mnie w drugiej minucie pracy tam i trzymał w chuj do rana. Jedyne co mnie przy zdrowych zmysłach trzyma i chroni świat przed zagładą, to tylko to, że był to mój dyżur na izbie przedostatni i za niedługo kończę swoją przygodę z SOR-em na zawsze i zawsze.
Pomijając kurwę i przyczyny wczoraj panowała jakś z dupy tendencja do tajmniczości. Bo oczywiście jak przychodzimy do lekarza, to na pytanie „Czy choruje pan/pani na coś przewlekle”, albo coś koło tego, to nie można odpowiedzieć wprost, na co. Trzeba: a) się uśmiechnąć bezsensu, a następnie b) powiedzieć „mam przypadłość nerek”; „takie ogólne problemy”; „sprawy hormonalne” (dokładne cytaty z wczoraj) i w końcu c) rzucić spojrzenie pt. „co ty brudny, śmierdzący cwelu zesłany na izbę przyjęć możesz wiedzieć o Prawdziwej i Wielkiej Medycynie”. No żesz kurwa mać, szanowni państwo. Raz że takie zachowanie niepotrzebnie przedłuża czas, bo się trzeba dopytywać, bo tych przypadłości nerek to pierdyliard przecież jest, a ludzie na izbie, to naprawdę napierdalają i potem mają prestensje, że czemu tak długo, a po dwa bardzo mi wtedy złośliwość wzrasta i reaktywnie z próbę traktowania mnie jak debila odpłacam się mówieniem trudnych i niezrozumiałych słów i udawadnianiem, że o kurwa, co za zdziwko, znam się na tej zajebiście skomplikowanej medycynie wyższej.
Ja nie wiem, czy im się zdaje wtedy, że są tacy zajebiście wyjątkowi, że moje choroby, to są takie lepsze? No nie są, że jakoś nikt z szanownego państwa za specjalnie mnie nie zaskoczył. Nie miał drugiej głowy pod czapeczką, większej ilości stawów w nogach, skrzeli, ani wyłażącego spod skóry nietypowego robactwa (dzikuny się nie liczą, dzikunów wyłażących i żerujących mamy mnóstwo. O pchłach i wszach nawet nie wspominając. Za dzikuna to się chociaż dostaje punkt do fajności schorzenia).
Tak więc szanowne państwo hipoprolaktynemia,  wielotorbielowatość nerek, endometrioza, niedoczynność tarczycy i wszystkie zresztą też po prostu mówimy. Ułatwią państwo sobie, mi i pozostałym czas spędzony w tak chujowym miejscu, jak IP i jest szansa, że na ten czas się chociaż trochę polubimy, co też wiele daje. Zwłaszcza jak nie są państwo starszymi osobami z zanikami pamięci, demencją, zaawansowaną miażdżycą, bo inne podejście ma się do 80-latki, która pokazując mipreparat żelaza twierdzi, że ten własnie lek bierze na cukrzycę.
Pani: to biorę na cukrzycę
dr Jot: ale to nie jest lek na cukrzycę
Pacjentka: jest
dr Jot: nie jest
Pacjentaka: tak
dr Jot: nie
Pacjentka: tak
dr Jot: nie
Pacjentka: i co z tego, ale ja to i tak będę brała na cukrzycę [K.O.]