W ciepłych krajach były 24 stopnie, w Pl, jak wysiadłem z samolotu, minus sześć. Myślałem, że pierdolnę i to zaraz natychmiast. Gdy czekałem na odbiór bagaży, to pani z głośnika wzywała ostatnich pasażerów na lot do Madrytu i mimo histerycznego wręcz lęku przed lataniem, byłem gotów wedrzeć się tam i błagać weźcie mnie ze sobą pliz, pliz.
W ciepłych krajach bosko, przecudnie, mają ciepło, ocean, palmy, papugi latajace se tak o, owoce morza w ilościach olbrzymich, tanie wino. Wszystko czego mi potrzeba. Było obłędnie.
Żeby panstwo nie zmarli z zazdrości, jak to wyjebiście było, to śpieszę poinformować, że poza w/w walorami w ciepłych krajach byli: Polaczki i dzieci jebniętych turistas.
Polaczki, z którymi z różnych względów byłem zmuszony przebywać, były typowe dość, wiec może przez to niezbyt szkodliwe. Bo to ani słowa w języku obcym nie potrafiło, ale przysięgam, kurwa, nic, więc robiłem za tłumacza i załatwiacza czerpiąc z tego wymierne profity, ale ponikąd smutne było parzeć na panikę dorosłej osoby, kiedy ktoś z zaskoczenia zwraca się do niej po zagranicznemu. Naprawdę lęk w oczach i, kurwa, zryw do ucieczki. Bo to naprawdę był zerowy zakres znajomości języka obcego, nawet „yes”, „no”, I don’t speak” nie było. Koszmar. Za to był szeroki zakres „u nas w Polsce, to lepiej”. Ja, kurwa, rozumiem, jak się jest pierdyliard lat na emigracji, o można mieć sentyment, narzekać trochę i sie może nie podobać, ale nie, kurwa jebana mać, po dwóch dniach wyrzygiwać się na wszystko (a obiektywnie naprawdę nie było na co!), zwłaszcza, że u nas w Polsce, to raczej chujnia z grzybnią i patatajnią. Zwłaszcza jeden burak pastewny z wąsem, jednym zębem i skarpetą do sandała przodował w „u nas” i mówieniu, co to nie on i pizdą w talerz jaki jestem zajebisty. Po dwóch dniach wdeptywania w błoto był cieciem grzecznym i pokornym, przynajmniej przy mnie. Przy innych to se może walić konia nad tym swoim jedynym zębem.
Osobnym tematem są dzieci jebaniętych turistas i to jest plaga międzynarodowa. Bo wiadomo, że jak mamy naszego kilkumiesięcznego aniołeczka, kurwa, bobaska słodkiego, to wszyscy, ale to kurwa wszyscy chcą z pobliżu niego przebywać. Przecież to, kurwa, jasne jak słońce. I przecież to też, kurwa, jasne, że musimy tę jebaną małą larwę brać z soba na jebany urlop. Dobrze, kurwa, bierzcie, chuj dam radę przelecieć się z wami samolotem, ale po chuj bierzecie to jebane dziecko na objazd autokarem po górach. Wysokich dość, gdzie sa zmiany ciśnienia i waszego aniołeczka napierdalają uszka, co sygnalizuje wam i, kurwa, całemu otoczeniu kilkugodzinnym rykiem. nie mam nic do dziecka boli, to ryczy przy okazji wyrównjąc sobie ciśnienie, ale rodziców to bym pierdonął. Albo w olbrzymi ogród zoologiczny- trzeba popierdalać z wózkiem wszędzie, bo przecież nasz zajebany aniołeczek musi obejrzeć każdą małpkę, ptaszka, rybkę. Pomijamy w tym momencie, że ten, kurwa, aniołeczek, nie kuma nawet, że się zesrał w pieluchę i wątpliwe jest czy postrzega tę małpkę w ogóle. Ale nie trzeba się tłoczyć, robić sztuczny tłum i najlepiej jeszcze wjebać sie tym wózkiem do baseny  z fokami, bo gdyby takiego jednego tępego chuja pani z ochrony nie przytrzymała, to by się tak właśnie stało.
Reasumując uwielbiam ciepłe kraje, ale za Polaczków i durnych z dziećmi, które swoją drogą to biedne z tak głupimi starymi są, to, kurwa albo szkodliwe, albo osobne terminy dla nich.