Stoję i tłumaczę, bo widzę, że pan żywo zainteresowany zdrowiem swojej mamy. Mówię powoli, wyraźnie, prostymi słowami, akcentując i powtarzając, co ważniejsze informacji. Tak jak nas na psychologii uczyli, nie tylko na roku obowiązkowym, ale przecież brałęm co roku z psychologii i kontaktu z człowiekiem dodatkowe zajęcia. Całym sobą zmierzam do konsensusu, którym są zdania „Niestety na podstawie dotychczas wykonanych badań, nie udało się znaleźć przyczyny anemii u pana mamy. Oczekujemy na wyniki kolejnych, które mogą nam pomóc w diagnozie” (czy jakoś tak. W każdym razie ładnie powiedziane, ze za chuj nie wiem, czemu pani ma niedokrwistość, chociaż badań zrobiliśmy w pip). Z sympatycznym uśmiechem na twarzy oczekuję pytań, bo widzę, że pan chce to pytanie zadać. Słucham więc.
-No dobrze, ale czemu mamusia ma anemię?
Kurwa mać.