Przecież to jasne jak słońce, że dzień będzie idealny, jeśli o 05:58 (tak, sprawdziłem na zegarku) budzi cię ze zbyt krótkiego snu dżwięk wydawany przez rzygającego kotka. Jeszcze radośniejszy się staje w momencie, gdy zdajesz sobie sprawę, że kotek rzyga ci do łóżka, bo po co się fatygować, zrobić te parę kroków i wyhaftać się na podłogę.
Potem stoisz i czekasz na spóźniony autobus, przypomina ci się, że w domu został świeżo wyprany fartuch i przed tobą perspektywa chodzenia w brudnym bądź niedopasowanym, cudem zdążasz na przesiadkę.
W pracy wszyscy zauważają, że masz kurwę i wyglądasz bardzo na to, żeby się do ciebie nie odzywać, co oczywiście nie powoduje nie odzywania się, a przeciwnie wręcz miliard pierdów  na sekundę i lliczne pełne zaskoczenia fochy, że odpowiedzi niegrzecznie wysykuję i sugeruję, że może by się ode mnie odpirdolić i zająć się grzebaniem we własnym dupsku, co niektórym w tym zakładzie najlepiej wychodzi, a często jest jedyną posiadaną umiejętnością.
Autobus na siłkę się rozkurwił i trzeba było dużo iść na tramwaj, a nie wiał ciepły wiatr. Kolejka w sklepie była za długa była za długa, ale już wtedy miałem wyrzut endorfin po wuefie, więc już mnie boli wszystko mniej, ale czerwone chuje to mi się dziś w oczach świeciły.
A, pralka mi się chyba rozpierdala.

*w dzisiejszym programie nie zostali skrzywdzenie żadni pacjenci, dla nich mam jakąś większą tolerancję, pod warunkiem, że są chorzy, a dzisiejsi byli, zwłaszcza że nie siedziałem na izbie przyjęć, gdzie to różnie bywa.