Ledwo, a nawet i do końca nie, wyzdrowiałem a już zajebany robotą jestem. Na piżdzie głównie, a z racji tego, że jeden z SOR gdańskich szpitali coraz mniej działa, to cuda i wianki się u mnie dzieją, że do zdania „proszę iść korytarzem do końca, potem w lewo i tam w dyrekcji złożyć skragę” mam już opracowany całkiem zgrabny układ ruchowy, bo co rusz to powtarzałem, a nie miałem czasu, żeby se wyszyć na plecach fartucha.
Poza tym po dwóch latach opierdalania się i pracowania tylko w dwóch zakładach jutro idę na rozmowę w sprawie pracy w trzecim, bo niby zarabiam dobrze i starcza na kredyt i jedzenie, ale nie mam za dużej poduszki bezpieczeństwa, a w przyszłym roku może mi grozić nawet do pół roku bezrobocia, bo program specjalizacji i egzaminowania lekarzy w Pl jest ułożony tak po chuju, że się w nim aż nie mieści, więc trzeba se w skarpetę zacząć na wszelki wypadek odkładać.
Z drugiej zaś strony dostałem propozycję nie do odrzucenia chyba od jednej kliniki z palmy, która chce mnie w niedalekiej przyszłości mieć. No naprawdę taki miły headhunting mnie spotkał, więc możliwe, że w 2012 będę pracownikiem czterech firm, ale raczej przez krótki czas, bo ni chuja nie wydolę tak, a to wszystko przez to, że program specjalizacji w Pl jest chujowy, ale jak dobrze pójdzie to jeszcze 5 lat i nie będę się musiał więcej do egzaminów uczyć. Zajebista perspektywa, co nie. Kurwa mać.