Po trzech tygodniach abstynencji, żeby udowodnić sobie, że wcale od internetu uzależniony nie jestem, co tez sobie udowodniłem, jestem w sieci z powrotem. Już w nowym mieszkaniu, które wymaga jeszcze paru poprawek, ale i tak dostaję wielokrotnego orgazmu za kazdym razem jak tu wchodzę, więc będę się trochę chwalił teraz.
Będe się chwalił, że do morza mam 10 minut spacerem, że mieszkam na oststnim piętrze i nie ma nade mną żadnych jebanych studentów, że nawet sąsiadów zza ścian prawie nie słyszę, co raczej spowodowane jest grubością tych ścian, ale prawdopodobnie też są cisi, że do pracy mam blisko, że niedaleko, też na 10 minut spacerem mam coś szumnie nazwanego SPA, gdzie mogę skorzystać z sauny i basenu w gratisie za mój karnet na siłownię, że głównym ptactwem z oknem są mewy, które jednak też obsrywają okna, ale są znacząco bardziej estetyczne niż gołębie, że 43 metry, to jednak duża przestrzeń, że nikt nie wie tutaj, że jestem lekarzem i nikt się nie dowie, bo nie
mam zamiaru zawierać bliższych znajomości niż „dzień dobry” na klatce i
uprzedzanie sąsiadów z dołu, że „dziś będzie głośniej”, że mam UWAGA!!! garderobę i toaletkę! Z tym że z tą garderobą to przesada nieco, bo myślałem, że to szafa wnękowa, ale w papierach stoi, ze to garderoba, więc mam garderobę i chuj. Za to toaletka jest najprawdziwsza, zmontowana, ale najprawdziwsza z miejscem siedzącym dla faworyty, która może mnie obserwować w czasie poprawiania urody i usychać z zadrości. Ogólnie bardzo jest zajebiście, poza tym wiosna przyszła.
Jak na razie poza zniknięciem sezonowego „ja pierdolę chcę umrzeć” z wiosny za dużo nie mam, bo w każdej chwili wolnej od pracy latałem z jednymi drukami urzędowymi, zeby wymienić je na dwa kolejne, z którymi dalej trzeba polatać, albo przetrzymać gdzieś, żeby za czas jakiś dostać informację, że można je wymienić na inne, ale zan i święty spokój. Spotkani w ostatnic tygodniach urzędnicy się okazali wcale nie być strasznymi pizdami, jak to wszędzie mówią, bardzo miło i profesjonalnie. Nie wszyscy oczywiście, ale generalnie na plus. Poza tym jak człowiek dawał sobie radę z paniami z dziwkanatu, to z innymi też se da. Na razie jednak z druczkami koniec będę boginią sportu (siłownia, basen, rower, rolki) tylko pracę będę musiał rzucić, picia alkoholu i ruchania się, z czego te dwa ostatnie już uskuteczniam, chociaż też w nich praca przeszkadza.
Żeby za słodko i różowo nie było: na dzielni, choć mieszkam tu już trzy tygodnie, nie widziałem jeszcze nikogo ładnego, ale, kurwa, naprawdę. Ryje przaśne, buraczane, zapijaczone i w ogóle o kurwa mać, co za bardzo nie przeszkadza, bo raz, że zostanę miss okolicy, dwa do Sopotu też mam 10 minut, a do centrum 5 taksówką.
Wspominałem już, że jest zajebiście?