Jest więc tak: jak wiadomo działam na fotosyntezę, przez ostatnie dni świeciło, trochę tego jebanego gówna się roztopiło, więc zaczęło mi się we łbie pierdolić, że już jest gites, zajebiście i chodźmy coś fajnego zrobić, a że przez ostatnie miesiące dość tych stresów było, więc odpierdala mi bardziej niż co rok o tej samej porze. Z drugiej zaś strony na jakąkolwiek większą aktywność organizm reaguje, a weź się może pierdolnij, to że jest jasno, nie znaczy, że jest ciepło i sucho i ni chuja nigdzie nie wyjdę. I się obydwa we mnie, bardzo delikatnie mówiąc, miotają, co  powoduje, że chodzę na jednej wielkiej kurwie na absolutnie wszystko, ale to naprawdę na wszystko.
Na razie w ramach oczyszczajacej terapii wypisałem się ze wszystkich gier na facebooku, bo mnie wkurwiają, zlikwidowałem konto na naszej-klasie, bo mnie wkurwiało, zastanawiam się nad profilami na portalach pedalskich, bo też mnie zaczynają wkurwiać. Reszty jeszcze nie zdążyłem poukładać, bo mam sezonową gonitwę myśli i stan hipomaniakalny, a odjeb włączył mi się dzisiaj, ale zakładam, że to tylko początek w kwestii oczyszczania otoczenia, choć mam nadzieję, że po przeprowadzce mi się uspokoi. Chociaż chuj to wie, może mi się pimp your life na całego włączy.
Niech się, kurwa, ociepli, to mi się fazy wyrównają, bo w przeciwnym razie źle to widzę, co oczywiście mnie wkurwia.