Piątkową izbę czuję jeszcze dziś. Chociaż najgorsza nie była.
Generalnie izba jest zła, ale piątkowa nie była najgorsza, mimo że zaczęła hitchcockowsko, bo pierwszy pacjent wszedł usiadł na kozetce, po czym się zeszczał. Ale wiadomo zen. Cztery osoby, które podejrzewały u siebie świńską, acz zupełnie bezobjawową, grypę zen. Pierdolnięte córeczki, które chciały stu procentowej gwarancji, ze mamusia po dwu godzinnym leczeniu w SOR bedzie żyła lat dwieście i powije jeszcze trójke dzieci, zen. Ból gardła, zen. Chrypka, zen. Trochę zen mi zszedł, jak mi jeden pan, na pytanie czemu ostatnio u swojego kardiologa był dwa lata temu, odpowiedział, ze on nie lubi innym sobą głowy zawracać, ale przecież przyjście na izbę w nocy z urojonymi dolegliwościami nie jest zawracaniem komuś dupy, tylko miłym, towarzyskim, kurwa, przerywnikiem codziennej monotoni, więc się spiąłem w sobie i wysłuchałem pasjonującej, kurwa, historii ostatnich dziesięciu lat życia, bo pan nie potrafił za bardzo skonkretyzować o co mu tak naprawdę chodzi. O trzeciej się nawet położyłem.
O piątej zszedłem do bólu w klatce piersiowej u młodego chłopca. Bez wkurwu, na luzie, bo ostatnio u 23-latka znalazłem zawał, a wstępnie mi na pierdolnięcie psychiczne wyglądał, więc mogła iść seria przecież. Od kiedy boli? Od dwóch miesięcy. Kurwa mać w pizdę jebana, ja pierdolę, więc, co chuju jeden sprawiło, że postanowiłeś mnie zaszczycić wizytą o, kurwa, piatej rano. Dlaczego, kurwa, wybrałeś akurat ten dzień i tę godzinę?! Jakie, kurwa, głosy ci nakazały właśnie teraz przyjść?! A tak naprawdę to wydobyło się ze mnie „acha”, bo przecież jestem ostoją jebanego profesjonalizmu. Resztę pytań zadawałem do biurka, bo spojrzenie na biednego, kurwa, pacjenta mogło grozic, ze się się na niego rzucę i zapierdolę, bo by pękła żyłka pierdząca w mózgu. Zbadałem, badania zleciłem, wysłałem do domu. Nie zajebałem.
Rano pierwszego pacjenta, po całonocnej obserwacji upojenia alkoholowego 3,5 promila, poprosiłem do gabineciku, co by go wypisać. Pan wszedł, usiadł na kozetce, po czym się zeszczał.