Po czterech dniach wolnego, dwóch picia, jednego wizyty rodzinnej znienacka napadła mnie szósta rano i trzeba było iść się w pracy pokazać. Od razu na dwanaście godzin i na izbę przyjęć w dodatku. Lubię moją pracę, tak. Powiedzmy, że czasem się w niej nawet spełniam, tak. Generalnie umny jestem i daję se radę, a nawet dość często bywam w niej miły i uroczy, ale, kurwa mać, te jebane stada kretynów i idiotów , z którymi mam doczynienia, to bym zapierdolił.

Nie wiem, mnie nauczono już za dziecka, że szpital to takie straszne miejsce, gdzie idą poważnie chorzy ludzie i tam poważnie chorują na poważne choroby, a z różnego typu pierdami, jak katarek, sraczka, czy bólik główki bądź dupki, to się albo samemu sobie radzi w domu, albo się idzie do przychodni, bo zdaję się, że po to jest.

A nie, że, kurwa, jak wczoraj.
Dlaczego pani z przeziębieniem nie poszła do przychodni? Bo się nie zapisałam jeszcze. Jak długo tu pani mieszka? Pół roku.

A pan czemu z tym do szpitala przyszedł, a nie do przychodni? Bo nie mam książeczki. Od kiedy? Od trzech miesięcy. Czemu pan nie wyrobił? Jakoś tak wyszło.

Czemu przyszedł pan bez skierowania? Bo szpital był po drodze.

I mowa tu szanowni państwo o ludziach młodszych ode mnie z czego dwójka studiowała, a jedno nawet jeszcze nie. O ludziach, którzy, gdyby ruszyli swoje głupie pizdy, nigdy, kurwa, przenigdy nie trafiliby na Szpitalny Oddział zwany szumnie Ratunkowym, bo to co tam się dzieje z ratowaniem życia za wiele wspólnego często nie ma. Sobie, kurwa, roszczeniowe społeczeństwo wymyśliło, że urządzi sobie większą przychodnię, bo lekarz musi przyjąć, zbadać. Wiadomo powołanie, przysięga, misja. Niskie ciśnienie wczoraj było, to wkurw mnie nie rozjebał.

Na ponad 40 osób, które się wczoraj przewinęło, przyjąłem pięć. Trzydzieści pięć wpadło, bo nie chciało im się pomyśleć teraz lub trochę wcześniej. Najdłużej w kolejce czekał pan z sepsą i rozwijąjacym się wstrząsem. Nie miał siły przebicia ani mocnego głosu, jak stado całkiem, kurwa, zdrowych ludzi.