Typowe ostatnimi czasy, za osiem godzin mam pociąg do stolicy, gdzie się mam szkolić, a jak na razie kupiłem bilet, mapę i pożyczyłem przewodnik. Jakimś cudem przytomnie se nocleg zarezerwowałem z miesiąc temu, wiec przynajmniej w tym zakresie luz. Do noclegowni stosunek mam ambiwaletny, bo położone centralnie bardzo, ale płacę dziewięć dych, a nie mam łazienki w pokoju. Nie żebym narzekał, bo mogłem na przykład być zmuszony, żeby spać u zakonnic, co to se tę miejscówkę wszyscy u mnie w pierdolniku polecają, bo bardzo tanio i schludnie. Nie można tylko palić i trzeba wracać najpóźniej o 22 i pod żadnym pozorem pod wpływem alkoholu. Po tym jak mi parę osób mi to poleciło, to spojrzeli na mnie, pomyśleli chwilę i doszli do wniosków właściwych, że zakonniczki, to mnie przed pierwszą nocą stamtąd by wyjebały.

No chyba nikt nie myśli, że ja się tam szkolić jadę? Ależ proszę Państwa, szkolenie to przy okazji, zwłaszcza, że zajęcia mam 8:30-14:30, co w porównaniu z moim standardowym dniem pracy znaczy tyle, że tak naprawdę, to mam wolne. Generalnie lans i bauns, mimo chujowej fryzury, bo nie miałem czasu się obciąć. I właśnie dlatego jestem w dupie przed podróżą, bo raz, że w ramach przygotowań do nadchodzącego wielkimi krokami przyjęcia urodzinowego rozmrażałem lodówkę i naprawiałem oświetlenie (tak a propos, jakby mi ktoś chciał wysyłać życzenia drogą poczty konwencjonalnej, to proszę w tym roku nie, albowiem z miesiąc temu zgubiłem klucze do skrzynki i jakoś mi nie było po drodze z załatwianiem nowych). A po dwa strasznie byłem zajęty obczajaniem stolicznych dup w wielkiej sieci celem spędzenia części czasu na niezobowiązującym wyruchu.

Po trzecie, to jeszcze se wyszliśmy na grzeczno z dr P i Aishą na miasto Gdańsk, gdzie trafiliśmy do bardzo przyjemnego lokalu, do którego nie miałbym żadnego ale, gdyby nie to, że jest w Gdańsku. I tak odniosłem znaczący sukces w zakresie nielubienia tego miasta, bo kurwić zacząłem dopiero po 15 minutach po wyjściu z eskaemki, a nie jak zwykle zaraz po. Lokal przyjemny był bardzo, a muzycznie niezwykle satysfakcjonujący, aczkolwiek musieliśmy stawić czoła, po raz pierwszy chyba, faktowi, że pierwszej młodości to raczej nie jesteśmy i pewne deficyty fizyczne już się objawiają, bo skonfrontowani zostaliśmy z grupą ślicznej młodzieży, tak z dziesięć lat młodszej i niestety nie byliśmy, jak zazwyczaj, najpiękniejsze księżniczki. Młodzież płci obojga poza tym że śliczna, była też sympatyczna i gdyby nie to, że musiałem wracać szybko, żeby się pierdolić z pakowaniem, to byśmy się zsocjalizowali nawet, bo wstępne sygnały zapoznawcze były.

To ja już spierdalam kochany pamiętniczku, tylko jeszcze powiem, że jeśli Uzbrojony chce się zapoznać w świecie rzeczywistym, a nie tylko na stronach dla chorych chłopców, to może by odbierał telefon, tak?

Wziąć kapturek, wziąć kapturek.