No oczywiście, że ja. Prawie tylko ja, bo do zwycięstwa nad systemem, złodziejstwem i skurwysyństwem przyczyniła się też koleżanka z pracy. Chodzi o to, że pod koniec miesiąca z uśmiechem na ustach zadzwoniła ona do płac, czy może, zupełnie przypadkiem, trafiły tam nasze pieniądze na podwyżki. No i co? No i, kurwa, nic, ani grosiczka. I tu rozpoczął się mój występ. Zadzwoniłem do miłego pana z Ministerstwa Zdrowia, który w zeszłym miesiącu przyobiecał, że kasa będzie. Niezważając, że to szycha ministerialna grzecznie, acz stanowczo zjebałem, że o co kurwa chodzi i gdzie do chuja jest mój pieniądz. Miły pan się zdeczko zdziwił i powiedział, że wszystko już ponad miesiąc temu do pierdolnika zostało przesłane i on nic a nic nie rozumie, czemu nic jeszcze nie dostaliśmy, a jakiś jebany aneks do umowy o pracę, od którego władze szpitalne uzależniały wydanie forsy, to jest ich własny z dupy wymysł. Pod wpływem wkurwu napuściłem pana na dyrekcję, kadry i płace. Po godzince zadzwoniłem raz jeszcze, coby potwierdzić i pokazać, że mi zależy i, że jeśli nic nie załatwił, to sorry misiu, ale dowiem się gdzie mieszkasz. Pan miły mile oświadczył, że wszystko załatwione i nie mam się martwić. Tyle, że szefostwo pierdolnika, to ja trochę lepiej znam i wiem, że w chuja to ono hobbystycznie wręcz robią. Kolejny telefon do płac, gdzie pani powiedziała, że tak oczywiście i wszystko jasne, ale już koniec miesiąca i oni na pewno nic nie zdążą z tym robić i nie mają pojęcia kiedyż im się uda. W tym momencie mój aksamitny baryton stał się jeszcze bardziej aksamitny i wkroczył w melodykę ewidentnie psychopatyczną.
 
(w didaskaliach opis sceny winien wyglądać tak: w fabrycznej hali wytapetowanej krwią i wnętrznościami główny bohater, lekko się uśmiechając, siedzi nago na zydelku ze świeżo upierdolonego czerepu i zastanawia się czy zrobić manicure teraz, czy po następnym wyrafinowanym mordzie).

Ze słodyczą oznajmiłem pani, że mam dyżur i jutro o dziewiątej  kończę pracę i dokładnie o tej godzinie oczekuję telefonu, że wszystko pozamiatane. Zakończyłem „Jeśli nie, to sam się do pani odezwę”. Kurwa Oscar, Grammy, Złote Globy, wszystko dla mnie, naprawdę, aż sam się podziwiam.

Dziś o 8:30 w/w pani zadzwoniła, że wszystko załatwione, że 10 maja otrzymamy podwyżkę, zaległe pieniądze od początku roku i wyrównania za dyżury i nadgodziny. Pomijam fakt, że dziesiąty przypada w sobotę, więc czas dam do poniedziałku. Ale jeśli z końcem 12.05 stan mojego konta nie powiększy się całkiem ładnie, to proszę panią, ja się naprawdę do pani sam odezwę. I se przypomni pani, że na religii o bojaźni bożej to nie dla jaj uczyli.